Wigilijne dania z Lubelszczyzny to tradycje, które wyniosłam z rodzinnego domu – proste, postne potrawy i zwyczaje przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Urodziłam się na małej, podlubelskiej wsi i Wigilia zawsze była w moim domu wyjątkowym czasem. Przy stole zbierała się cała rodzina, często także przyjaciele rodziny. Tego dnia obowiązywał post przez cały dzień, a potrawy przygotowywano prosto i skromnie – najczęściej na swojskim oleju rzepakowym. Nie było pośpiechu, nie było udziwnień. Była tradycja, cisza i poczucie wspólnoty.
Wieczerzę zaczynaliśmy dopiero wtedy, gdy na niebie pojawiła się pierwsza gwiazdka. Tata zwykle wypatrywał jej jako pierwszy. Na stole leżał biały obrus, pod nim trochę siana – rodzice opowiadali, że kiedy byli dziećmi, jedli wręcz na sianie rozłożonym na stole. W rogu pokoju stał snop słomy, nazywany u nas „królem”, który miał zapewnić powodzenie w nadchodzącym roku. Zanim podzieliliśmy się opłatkiem, zawsze odmawialiśmy pacierz, a opłatek jako pierwszy podawał tata – jako głowa rodziny.
Wigilijne dania z Lubelszczyzny – co jadło się na Wigilię na Lubelszczyźnie?
Wigilijny stół był konkretny i sycący, ale bez nadmiaru potraw. Każde danie miało swoje miejsce i znaczenie.
Barszcz czerwony z uszkami był zawsze pierwszym daniem. Od dziecka kocham ten smak i do dziś właśnie od barszczu zaczynam wigilijną wieczerzę.
→ przepis na barszcz z uszkami
Na stole nie mogło zabraknąć pierogów z kapustą kiszoną i grzybami – lepionych dzień wcześniej, pachnących lasem i świętami.
→ przepis na pierogi z kapustą kiszoną i grzybami
Karp królował na stole – smażony, prosty, bez sosów. To on był głównym daniem Wigilii.
→ przepis na smażonego karpia
Kapusta z grzybami lub z grochem pojawiała się co roku, choć to kapusta z grochem babci była tą najlepszą i niezastąpioną.
→ przepis na kapustę z grochem
Śledzie w occie i w oleju były obowiązkowe. Proste, klasyczne, bez „milionów smaków”, które przyszły dopiero wiele lat później.
→ przepis na śledzie w occie
→ przepis na śledzie w oleju
Tego dnia nie jadło się słodyczy ani ciast. Jedyną słodką potrawą były kluski z makiem, które miały przynieść zdrowie, pieniądze i pomyślność w nowym roku. Struclę makową, makowiec czy sernik mama piekła wcześniej, jednak czekaliśmy z nimi do pasterki albo do Bożego Narodzenia – na Wigilię jedyną słodyczą pozostawały kluski z makiem.
→ przepis na kluski z makiem
Każda wieś, każdy dom – inne zwyczaje
Z czasem zrozumiałam, że regionalna kuchnia nie jest jednorodna. Gdy w Wigilię chodziliśmy do sąsiadów albo przyjmowaliśmy ich u siebie, zdarzało się, że na stole pojawiały się potrawy zupełnie inne – kasze, ziemniaki, inne wersje kapusty. Gospodyni pochodziła z innej wsi, z innego domu, z inną tradycją.
To wtedy dotarło do mnie, że kuchnia regionalna nie jest jedną listą dań. Są potrawy charakterystyczne, które powtarzają się w wielu domach, ale co wieś, to inny zwyczaj, a co dom, to inna kuchnia.
Zwyczaje, przesądy i atmosfera Wigilii
Od stołu nie wolno było wstać przed zakończeniem wieczerzy. Jedliśmy spokojnie, z każdym daniem coraz mniej, bo żołądek był tylko jeden. Obowiązywały też różne przesądy – do domu w Wigilię pierwszy próg powinien przekroczyć mężczyzna, najlepiej młody i zdrowy. Jeśli weszła kobieta, wróżyło to choroby i niepowodzenia. Nie wolno było pożyczać ani pieniędzy, ani kłócić się, bo wszystko miało się powtórzyć w nadchodzącym roku.
Po wsiach krążyły też psikusy – w pierwszy lub drugi dzień świąt można było zobaczyć sprzęt rolniczy wyniesiony na łąki albo furtkę przeniesioną w zupełnie inne miejsce. Wieś była wtedy zjednoczona, gwarna i pełna śmiechu.
Prezenty pod choinką nie były oczywistością – byłam dzieckiem lat 70. i 80., to były inne czasy. Choinkę uwielbiałam ubierać głównie dlatego, że na końcu wieszało się cukierki. Cukierki były drogie i trudno dostępne, więc zawsze któryś trafiał do kieszeni.
Tradycja, którą niosę dalej
Dziś wiele z tych zwyczajów przeniosłam do własnego domu. Choć z mężem pochodzimy z różnych stron Lubelszczyzny, kluski z makiem pojawiają się u nas co roku – nawet jeśli tylko w niewielkiej ilości. Bo to właśnie te proste potrawy, wspólne siedzenie przy stole i pamięć o dawnych zwyczajach tworzą dla mnie prawdziwe święta.
Lidka
